piątek, 18 stycznia 2019

Rozdział III - Anna - część pierwsza


Według rozpisanego planu treningowego na dziś pozostało jej jeszcze około trzech minut biegu. Spojrzała na przypięty do nadgarstka Garmin Fenix 3 w kolorze turkusowym i sprawdziła swoje tętno. Przyspieszyła i ostatnie minuty przebiegła w tempie jakie planowała osiągnąć i ustabilizować przed zbliżającym się wielkimi krokami półmaratonem. Wbiegła na podjazd przed domem w momencie kiedy alarm w zegarku poinformował ją o końcu treningu. Perfect – pomyślała i skierowała kroki w kierunku drzwi wejściowych. Otworzyła je delikatnie i aby nie robić niepotrzebnego hałasu szybko weszła do łazienki i zamknęła drzwi. Zrzuciła przepocony strój, odpięła zegarek i odkręciła wodę pod prysznicem. Fala gorąca zalała jej zmęczone ciało. Stała w zaparowanej kabinie pod silnym strumieniem i czuła, że żyje. Odkąd przeprowadzili się pod miasto, wychodząc za bramę praktycznie w każdym kierunku widać było rozległe pola i lasy dające niebagatelne  możliwości do biegania, czy jazdy na rowerze. Z resztą był to jeden z argumentów przemawiających za wybraniem tejże lokalizacji. Doskonale pamięta, kiedy pierwszy raz przyjechali tu z Jackiem, jeszcze przed ślubem, w poszukiwaniu posiadłości dalekiej od zgiełku miasta, gdzie mogliby się zaszyć. Stanęła wtedy przed wjazdem i omiotła wzrokiem teren wokół luksusowej, dwustu czterdziestometrowej willi i od razu wiedziała, że to jest to miejsce, jakie sobie wyobraziła, zanim w ogóle zaczęli rozglądać się za domem. Jacek wziął nawet ze sobą drona, którego wypuścił  i z wysokości kilkudziesięciu metrów nagrał okolicę. Siedzieli później przed siedemdziesięciosiedmiocalowym telewizorem i zachwycali się obrazem oraz otoczeniem ich przyszłego domu. W każdym kierunku rozciągał się przepiękny widok na otaczające willę lasy oraz odległą o jakieś trzysta metrów niewielką rzeczkę, przecinającą pola na wprost bramy wjazdowej, a widoczną z okien jako linia starych wierzb, które tak przypominały dawną, polską wieś.
Anna wyszła spod prysznica i stanęła przed ogromnym lustrem pokrywającym całą ścianę.  To był doskonały pomysł z tą aranżacją, a do tego zainstalowane dwa wentylatory skutecznie pozbywały się pary z pomieszczenia, pozostawiając lustro idealnie czystym. Spojrzała na swoje nagie, prawie idealne ciało. Lata wyrzeczeń, katorżniczej diety i ćwiczeń zrobiły swoje. Miała idealne proporcje, a tkanka tłuszczowa na poziomie dwunastu procent czyniła z niej fizyczny obiekt pożądania, nie tylko mężczyzn jak miała okazję kilka razy się przekonać. Niezaprzeczalnie była zgrabna i ładna, choć oczywiście można było się przyczepić do jej trochę zbyt małych piersi i wystających kości policzkowych, a także lekko odstających uszu, ale mimo tych kilku mankamentów była nadal bardzo atrakcyjną kobietą. Sposób i tryb życia jaki sobie narzuciła skutecznie odejmował jej lat, o czym przekonywała się systematycznie i wielokrotnie, kiedy to nie dawano jest nie więcej niż trzydzieści. Uśmiechała się wtedy nieznacznie i oczywiście nie zaprzeczała, choć wiedziała, że po części jest to również wpływ stosowania od kilku lat kremów trzydzieści pięć plus, a jej już prawie trzydziestoośmioletnie ciało wymaga coraz więcej zabiegów i starań.
Owinęła się karmelowym ręcznikiem i wyszła z łazienki. Spojrzała na zegar wiszący nad oknem. Była szósta pięćdziesiąt trzy, czyli miała jeszcze ponad godzinę do wyjścia. Podeszła do długiego, granitowego blatu kuchennego i podniosła czajnik elektryczny. Nalała do niego  filtrowanej wody  i włączyła. W międzyczasie nasypała do kubka dwie czubate łyżeczki kawy i jedną płaską ksylitolu. To był jej codzienny rytuał. Mimo praktycznie nieograniczonych możliwości, nie mogła jakoś przekonać się do ekspresu do kawy z prawdziwego zdarzenia, a że jej mąż w ogóle nie pił kawy temat ten nie był poruszany. Włączyła telewizor, ten mniejszy trzydziestodwucalowy firmy Samsung, zamontowany na ścianie w kuchni i w oczekiwaniu na wrzątek zaczęła skakać po kanałach. Zatrzymała się na chwilę na programie, gdzie jakaś nieznana jej prezenterka, zapewne guru w temacie mody próbowała dobrać strój dla szarej myszki, która nie mając obycia z kamerą błądziła wzrokiem i nieśmiało się uśmiechała do kamery. – Beznadziejny – podsumowała w myślach kreacje przygotowaną dla jakieś nijakiej blondynki o wypłowiałych włosach i widocznych już symptomach nadwagi. Instynktownie wciągnęła brzuch i przełączyła na inny kanał. Krytycznym okiem rzuciła na jakiś serial paradokumentalny przeskoczyła jeszcze kilka ulubionych i wyłączyła telewizor. Wstała kiedy czajnik elektryczny przełączył się na off i zalała kawę. Wyszła na taras i usiadła przy tekowym stoliku. Uwielbiała ten moment dnia, kiedy to jeszcze miała chwilę czasu dla siebie i cały ten pędzący świat nie wessał jej na wiele godzin i nie wypluł pod wieczór wyczerpaną i znużoną. Jacek z reguły spał do godziny przynajmniej dziewiątej, ale rozumiała to i już zaakceptowała, że często widzą się i rozmawiają dopiero w weekendy. Od dziecka kładła się wcześnie spać czym przyprawiała rodzeństwo o napady złości i bezradności kiedy to tuż po dwudziestej pierwszej gasiła światło i oznajmiała, żeby byli cicho. Musieli naprawdę jej nie cierpieć, zwłaszcza że była najstarsza i potrafiła wyegzekwować swoje racje i z reguły stawiała na swoim. Cel jednak miała w tym nadrzędny i w końcu dopięła swego otrzymując na dwunaste urodziny własny pokój w spółdzielczym M-4 na osiedlu Żeromskiego, gdzie do dnia dzisiejszego nadal mieszka matka z najmłodszym bratem. Wtedy jednak było to wielkie wyzwanie dla jeszcze pięcioosobowej rodziny. Matka długo przekonywała ojca , że Ania potrzebuje własnego pokoju, i że ma tyle nauki. Po wielu kłótniach na obu frontach w końcu ojciec przystał na matki pomysł i przy ogromnym oburzeniu reszty rodzeństwa przeniesiono ich do dawnej sypialni rodziców, a oni zajęli salon. Anka jako jedyna wyszła z tej bitwy zwycięska i tak jej już zostało. Czego się nie dotknęła zamieniała w złoto. A że wiedza wchodziła jej do głowy bez większych problemów i osiągała ponadprzeciętne wyniki w nauce, przekonała rodziców o zainwestowaniu w jej przyszłość i wysłaniu na studia dzienne mimo bardzo napiętego budżetu domowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz