Według
rozpisanego planu treningowego na dziś pozostało jej jeszcze około trzech minut
biegu. Spojrzała na przypięty do nadgarstka Garmin Fenix 3 w kolorze turkusowym
i sprawdziła swoje tętno. Przyspieszyła i ostatnie minuty przebiegła w tempie
jakie planowała osiągnąć i ustabilizować przed zbliżającym się wielkimi krokami
półmaratonem. Wbiegła na podjazd przed domem w momencie kiedy alarm w zegarku
poinformował ją o końcu treningu. Perfect – pomyślała i skierowała kroki w
kierunku drzwi wejściowych. Otworzyła je delikatnie i aby nie robić
niepotrzebnego hałasu szybko weszła do łazienki i zamknęła drzwi. Zrzuciła
przepocony strój, odpięła zegarek i odkręciła wodę pod prysznicem. Fala gorąca zalała
jej zmęczone ciało. Stała w zaparowanej kabinie pod silnym strumieniem i czuła,
że żyje. Odkąd przeprowadzili się pod miasto, wychodząc za bramę praktycznie w
każdym kierunku widać było rozległe pola i lasy dające niebagatelne możliwości do biegania, czy jazdy na rowerze.
Z resztą był to jeden z argumentów przemawiających za wybraniem tejże
lokalizacji. Doskonale pamięta, kiedy pierwszy raz przyjechali tu z Jackiem,
jeszcze przed ślubem, w poszukiwaniu posiadłości dalekiej od zgiełku miasta,
gdzie mogliby się zaszyć. Stanęła wtedy przed wjazdem i omiotła wzrokiem teren
wokół luksusowej, dwustu czterdziestometrowej willi i od razu wiedziała, że to
jest to miejsce, jakie sobie wyobraziła, zanim w ogóle zaczęli rozglądać się za
domem. Jacek wziął nawet ze sobą drona, którego wypuścił i z wysokości kilkudziesięciu metrów nagrał
okolicę. Siedzieli później przed siedemdziesięciosiedmiocalowym telewizorem i
zachwycali się obrazem oraz otoczeniem ich przyszłego domu. W każdym kierunku
rozciągał się przepiękny widok na otaczające willę lasy oraz odległą o jakieś
trzysta metrów niewielką rzeczkę, przecinającą pola na wprost bramy wjazdowej,
a widoczną z okien jako linia starych wierzb, które tak przypominały dawną,
polską wieś.
Anna
wyszła spod prysznica i stanęła przed ogromnym lustrem pokrywającym całą
ścianę. To był doskonały pomysł z tą
aranżacją, a do tego zainstalowane dwa wentylatory skutecznie pozbywały się
pary z pomieszczenia, pozostawiając lustro idealnie czystym. Spojrzała na swoje
nagie, prawie idealne ciało. Lata wyrzeczeń, katorżniczej diety i ćwiczeń
zrobiły swoje. Miała idealne proporcje, a tkanka tłuszczowa na poziomie
dwunastu procent czyniła z niej fizyczny obiekt pożądania, nie tylko mężczyzn
jak miała okazję kilka razy się przekonać. Niezaprzeczalnie była zgrabna i
ładna, choć oczywiście można było się przyczepić do jej trochę zbyt małych
piersi i wystających kości policzkowych, a także lekko odstających uszu, ale
mimo tych kilku mankamentów była nadal bardzo atrakcyjną kobietą. Sposób i tryb
życia jaki sobie narzuciła skutecznie odejmował jej lat, o czym przekonywała
się systematycznie i wielokrotnie, kiedy to nie dawano jest nie więcej niż
trzydzieści. Uśmiechała się wtedy nieznacznie i oczywiście nie zaprzeczała,
choć wiedziała, że po części jest to również wpływ stosowania od kilku lat
kremów trzydzieści pięć plus, a jej już prawie trzydziestoośmioletnie ciało
wymaga coraz więcej zabiegów i starań.
Owinęła
się karmelowym ręcznikiem i wyszła z łazienki. Spojrzała na zegar wiszący nad
oknem. Była szósta pięćdziesiąt trzy, czyli miała jeszcze ponad godzinę do
wyjścia. Podeszła do długiego, granitowego blatu kuchennego i podniosła czajnik
elektryczny. Nalała do niego filtrowanej
wody i włączyła. W międzyczasie nasypała
do kubka dwie czubate łyżeczki kawy i jedną płaską ksylitolu. To był jej
codzienny rytuał. Mimo praktycznie nieograniczonych możliwości, nie mogła jakoś
przekonać się do ekspresu do kawy z prawdziwego zdarzenia, a że jej mąż w ogóle
nie pił kawy temat ten nie był poruszany. Włączyła telewizor, ten mniejszy
trzydziestodwucalowy firmy Samsung, zamontowany na ścianie w kuchni i w
oczekiwaniu na wrzątek zaczęła skakać po kanałach. Zatrzymała się na chwilę na
programie, gdzie jakaś nieznana jej prezenterka, zapewne guru w temacie mody próbowała
dobrać strój dla szarej myszki, która nie mając obycia z kamerą błądziła
wzrokiem i nieśmiało się uśmiechała do kamery. – Beznadziejny – podsumowała w
myślach kreacje przygotowaną dla jakieś nijakiej blondynki o wypłowiałych
włosach i widocznych już symptomach nadwagi. Instynktownie wciągnęła brzuch i
przełączyła na inny kanał. Krytycznym okiem rzuciła na jakiś serial paradokumentalny
przeskoczyła jeszcze kilka ulubionych i wyłączyła telewizor. Wstała kiedy
czajnik elektryczny przełączył się na off i zalała kawę. Wyszła na taras i
usiadła przy tekowym stoliku. Uwielbiała ten moment dnia, kiedy to jeszcze
miała chwilę czasu dla siebie i cały ten pędzący świat nie wessał jej na wiele
godzin i nie wypluł pod wieczór wyczerpaną i znużoną. Jacek z reguły spał do
godziny przynajmniej dziewiątej, ale rozumiała to i już zaakceptowała, że
często widzą się i rozmawiają dopiero w weekendy. Od dziecka kładła się
wcześnie spać czym przyprawiała rodzeństwo o napady złości i bezradności kiedy
to tuż po dwudziestej pierwszej gasiła światło i oznajmiała, żeby byli cicho.
Musieli naprawdę jej nie cierpieć, zwłaszcza że była najstarsza i potrafiła
wyegzekwować swoje racje i z reguły stawiała na swoim. Cel jednak miała w tym
nadrzędny i w końcu dopięła swego otrzymując na dwunaste urodziny własny pokój
w spółdzielczym M-4 na osiedlu Żeromskiego, gdzie do dnia dzisiejszego nadal
mieszka matka z najmłodszym bratem. Wtedy jednak było to wielkie wyzwanie dla
jeszcze pięcioosobowej rodziny. Matka długo przekonywała ojca , że Ania
potrzebuje własnego pokoju, i że ma tyle nauki. Po wielu kłótniach na obu
frontach w końcu ojciec przystał na matki pomysł i przy ogromnym oburzeniu
reszty rodzeństwa przeniesiono ich do dawnej sypialni rodziców, a oni zajęli
salon. Anka jako jedyna wyszła z tej bitwy zwycięska i tak jej już zostało.
Czego się nie dotknęła zamieniała w złoto. A że wiedza wchodziła jej do głowy
bez większych problemów i osiągała ponadprzeciętne wyniki w nauce, przekonała
rodziców o zainwestowaniu w jej przyszłość i wysłaniu na studia dzienne mimo
bardzo napiętego budżetu domowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz