poniedziałek, 21 stycznia 2019

Rozdział III - Anna - część druga


Dopiła kawę, wróciła do salonu i otworzyła laptopa. Przejrzała wiadomości w skrzynce odbiorczej i stwierdzając, że nic nie jest na teraz weszła w dokument z ostatniego sympozjum stomatologicznego w Monachium traktujący o przyszłościowych metodach w stomatologii prowadzonego przez samego profesora Nillsa Gellricha. Przejrzała go pobieżnie i przesłała do Marty z informacją, aby się zapoznała i zreferowała przyszłym tygodniu na spotkaniu. Następnie zerknęła na grafik z dzisiejszego dnia. Nic szczególnego, no może poza umówioną na szesnastą panią Barbarą Kwiatkowską, znaną aktorką teatralną, której sama obecność działała jej na nerwy. Dziwiła się, że mimo tak wielu w Warszawie międzynarodowej klasy centrów stomatologicznych chce się jej przyjeżdżać na peryferie stolicy. Jak dziś pamięta, ten dzień kiedy tuż po otwarciu własnej działalności zobaczyła w progu panią Barbarę, która wylewnie przywitała się z nią lamentując czemu to bez ostrzeżenia opuściła swoją wcześniejszą pracę i że ona nikomu nie ufa tak jak jej. Niezbyt docierało do niej, że Anka właśnie rozpoczęła nowy rozdział swojego życia i że będzie pani wygodniej korzystać nadal z opieki profesjonalnego centrum. Ta jednak była nieprzejednana i uparła się, że będzie przyjeżdżać aż do Żyrardowa. Ance w sumie było to w smak i mimo wymagań pani Barbary nawet w kwestii wody do płukania, przyjmowała ją i dopieszczała wykorzystując nadarzającą się okazję do darmowej reklamy. Przy kolejnej okazji nadmieniła o możliwości załączenia zdjęcia gwiazdy na stronie internetowej gabinetu na co otrzymała zgodę. Poprosiła wówczas brata o podretuszowanie i przycięcie fotografii, którą dostarczyła aktorka i już wkrótce perlisty uśmiech gwiazdy pokrywał cała lewą część strony startowej gabinetu. To był strzał w dziesiątkę.
Anka spojrzała na zegarek. Powinna być  w gabinecie najpóźniej za czterdzieści minut. Zajrzała do garderoby i wzięła ze sobą wieszaki  z przygotowaną wieczorem oliwkową garsonką, zwiewną bluzką od Prady oraz granatowe baletki z niewielką kokardą. Ubrała się szybko, związała włosy w koński ogon, a wystające kosmyki zagarnęła za uszy. Wychodząc zostawiła na stole kartkę z czerwonymi serduszkami i życzeniami miłego dnia. Robiła tak od wielu lat i choć wydawało jej się to trochę zbyt melodramatyczne zwłaszcza z upływem lat, lubiła ten swój rytuał, zwłaszcza że chwil do wyznawania miłości mieli tak niewiele. Cichutko zamknęła drzwi i wsiadła do zaparkowanego przed podjazdem czarnego BMW X6. Wcisnęła przycisk automatycznego otwierania bramy, zjechała z niewielkiego wzniesienia jakie znajdowało się tuz za nią, a następnie skręciła w prawo w kierunku Żyrardowa.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz