Dopiła
kawę, wróciła do salonu i otworzyła laptopa. Przejrzała wiadomości w skrzynce
odbiorczej i stwierdzając, że nic nie jest na teraz weszła w dokument z
ostatniego sympozjum stomatologicznego w Monachium traktujący o przyszłościowych
metodach w stomatologii prowadzonego przez samego profesora Nillsa Gellricha.
Przejrzała go pobieżnie i przesłała do Marty z informacją, aby się zapoznała i
zreferowała przyszłym tygodniu na spotkaniu. Następnie zerknęła na grafik z
dzisiejszego dnia. Nic szczególnego, no może poza umówioną na szesnastą panią
Barbarą Kwiatkowską, znaną aktorką teatralną, której sama obecność działała jej
na nerwy. Dziwiła się, że mimo tak wielu w Warszawie międzynarodowej klasy
centrów stomatologicznych chce się jej przyjeżdżać na peryferie stolicy. Jak
dziś pamięta, ten dzień kiedy tuż po otwarciu własnej działalności zobaczyła w
progu panią Barbarę, która wylewnie przywitała się z nią lamentując czemu to
bez ostrzeżenia opuściła swoją wcześniejszą pracę i że ona nikomu nie ufa tak
jak jej. Niezbyt docierało do niej, że Anka właśnie rozpoczęła nowy rozdział
swojego życia i że będzie pani wygodniej korzystać nadal z opieki profesjonalnego
centrum. Ta jednak była nieprzejednana i uparła się, że będzie przyjeżdżać aż
do Żyrardowa. Ance w sumie było to w smak i mimo wymagań pani Barbary nawet w
kwestii wody do płukania, przyjmowała ją i dopieszczała wykorzystując
nadarzającą się okazję do darmowej reklamy. Przy kolejnej okazji nadmieniła o
możliwości załączenia zdjęcia gwiazdy na stronie internetowej gabinetu na co
otrzymała zgodę. Poprosiła wówczas brata o podretuszowanie i przycięcie
fotografii, którą dostarczyła aktorka i już wkrótce perlisty uśmiech gwiazdy
pokrywał cała lewą część strony startowej gabinetu. To był strzał w dziesiątkę.
Anka
spojrzała na zegarek. Powinna być w
gabinecie najpóźniej za czterdzieści minut. Zajrzała do garderoby i wzięła ze
sobą wieszaki z przygotowaną wieczorem
oliwkową garsonką, zwiewną bluzką od Prady oraz granatowe baletki z niewielką
kokardą. Ubrała się szybko, związała włosy w koński ogon, a wystające kosmyki
zagarnęła za uszy. Wychodząc zostawiła na stole kartkę z czerwonymi serduszkami
i życzeniami miłego dnia. Robiła tak od wielu lat i choć wydawało jej się to
trochę zbyt melodramatyczne zwłaszcza z upływem lat, lubiła ten swój rytuał,
zwłaszcza że chwil do wyznawania miłości mieli tak niewiele. Cichutko zamknęła
drzwi i wsiadła do zaparkowanego przed podjazdem czarnego BMW X6. Wcisnęła
przycisk automatycznego otwierania bramy, zjechała z niewielkiego wzniesienia jakie
znajdowało się tuz za nią, a następnie skręciła w prawo w kierunku Żyrardowa.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz