czwartek, 17 stycznia 2019

Rozdział I - Dawid - część druga


Jego przeznaczenie wypełniło się w piątym tygodniu pobytu, kiedy to równocześnie otrzymał dwa telefony z dwóch różnych krańców miasta. Najpierw udał się na Humlanger str , gdzie czekało na niego czarne BMW serii 3 z obniżonym zawieszeniem, chromowanym grillem, alusami osiemnastkami i pięknym tylnym spojlerem, imitując choć trochę serię M. Podziękował, utargował 500 Euro i zapewniając z szerokim uśmiechem, że zaraz wróci i go odbierze udał się na pieszo na Blautal str. odległe o ponad 15 kilometrów. W tym był naprawdę zacięty i sumienny. Już na początku przyjazdu przeliczył koszty i postanowił, że nie wyda ani grosza na komunikację i dzięki temu zaoszczędzi kilkaset Euro. Po dwóch godzinach szybkiego marszu i podbiegania zmęczony i spocony dotarł do drugiego dilera, gdzie czekało ona niego jego marzenie. Piątka w granatowym kolorze, w skórze i z pięknymi żółtymi światłami. To nic, że nie prezentowała się tak odjechanie jak trójka, ale miała potencjał. No i silnik. Trzy litry. Kiedy wsiadł do niego i odpalił wciskając gaz do końca poczuł, że to jest to i już nigdy nie chciałby z niego wysiadać. Brakowało mu jednak nadal ponad dwieście EURO,  pomimo utargowania trzystu. Poprosił o przetrzymanie jeszcze kilka dni i obiecał, że wróci po niego jak najszybciej. Mimo, że pozostały mu jeszcze trzy tygodnie pracy w jego głowie już świtał nowy plan. Następnego dnia poprosił Ahmeda o pensję z góry za dwa tygodnie, niby, że matka zachorowała i pilnie potrzebuje każdego grosza. Aby uwiarygodnić swój plan dzwonił kilkukrotnie do Polski tak, aby Ahmed słyszał jak rozmawia, gestykulując przy tym z wyraźnym przejęciem. Nie dzwonił oczywiście do matki tylko do pękających ze śmiechu kolegów, których wtajemniczył w swój chytry plan.
 Na trzeci dzień właściciel baru, chyba z litości, sam podszedł i w arabskim monologu, którego Dawid zupełnie nie rozumiał, ugiął się i wypłacił mu czterysta EURO jako zaliczkę za dwa tygodnie z góry podsumowując łamanym angielskim  -Czemu nie? Matka jest najważniejsza.
 To był jego ostatni dzień pracy w Niemczech. Pod pretekstem wysłania przelewu, dziękując wylewnie wyszedł wcześniej i biegiem udał się z całą noszoną przy sobie gotówką na Blautal Str., wcześniej dzwoniąc z prośbą o przygotowanie dokumentów. Zapłacił, podpisał i już swoim marzeniem udał się do wynajmowanego mieszkania. Współlokatorów nie było. I dobrze - pomyślał. Nie lubił się tłumaczyć, a zapewne mieliby sporo niewygodnych pytań. Szybko się spakował i już następnego dnia rano zameldował się w Żyrardowie. Matka oczywiście fukała pod nosem i lamentowała, ale dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Cały następny dzień krążył po mieście patrolowym tempem, zadzwonił do Adama i Wojtka i już wspólnie razem wpadli w tryb piątkowo – sobotnich eskapad, które trwały nieprzerwalnie do dnia dzisiejszego, kiedy to kolejny niekontrolowany i jak zwykle bezmyślny rajd po mieście zakończył się tego wieczoru w najbardziej spektakularny i widowiskowy sposób jakiego Dawid nie mógł sobie wyobrazić. Samochód z impetem uderzył lewymi kołami w wysoki krawężnik z taką siłą, iż wyrzuciło go w powietrze. W górze wykonał niepełną beczkę i praktycznie nie wytracając prędkości ściął kilka wsadzonych  w zeszłym roku niewielkich klonów otoczonych jeszcze palikami, które miały je chronić przed wiatrem, niestety nie przed przelatującym samochodem. Następnie przekoziołkował kilkukrotnie, miażdżąc przy tym cały prawy bok, aby w końcu uderzyć z ogromną mocą, bokiem w przydrożny słup oświetleniowy. Samochód rozpadł się na dwie z miarę symetryczne części, które przemieściły  się jeszcze o kilkanaście metrów i zamarły w bezruchu. Na ulicy, chodniku i pobliskim parkingu setki większych i mniejszych fragmentów auta rozsypało się w nieładzie. Słup złamał się i zablokował ulicę w obu kierunkach. Dosłownie wszędzie walały się fragmenty szkła, powyginanej blachy oraz popękanego plastiku, a z tego co zostało po masce unosił się dym i coraz bardziej powiększała się kałuża płynów wyciekających z rozerwanych przewodów. Kilkadziesiąt metrów dalej zamarły w bezruchu resztki tego co pozostało z BMW serii 5, marzenia Dawida.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz