Dawid docisnął pedał gazu. Praktycznie przeleciał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, a następnie tylko nieznacznie zmniejszając prędkość wszedł w łuk. Nie miał prawa widzieć kolizji za sobą, ani tego jak przerażony kierowca poczciwej Hondy Civic próbuje nieskutecznie ratować się przed nieuchronnym zderzeniem z przydrożnym drzewem. Dawid uwielbiał szybką jazdę. Chłonął całym sobą pędzące i przewijające się obrazy na zewnątrz pojazdu nie traktując ich nigdy z należytą uwagą. Wsiadając do swojego ściągniętego za kilka tysięcy złotych z Niemiec spod Ulm BMW serii 5 tracił poczucie rzeczywistości czując się jak władca dróg, któremu wszystko wolno, a odpowiedzialność jest ostatnią cechą jaka go dotyczy. Zredukował bieg na trójkę. Obroty skoczyły do 5 tysięcy, co skorygował dociśnięciem pedału do podłogi. Tylne koła wpadły w poślizg i jedynie szybka kontra kierownicą byłaby w stanie skorygować tor jazdy i dawała jakąkolwiek możliwość wyprowadzenia samochodu z niekontrolowanej już w tym momencie szybko zbliżającej się katastrofy. Dawid jednak nic nie wiedział o podstawach wychodzenia z poślizgu, czy o kontrolowanej i bezpiecznej jeździe. Samochód stanowił dla niego atrybut męskości, a marka w jego mniemaniu podkreślają jego, jak to mówił, zajebistość. Im szybciej przemieszczał się pomiędzy określonymi punktami i wykręcał coraz lepsze czasy krążąc po mieście w każdy piątkowy wieczór, tym jego poczucie własnej nieomylności i pewności rosło o kolejne punkty w jego skali bycia kimś lepszym i ważniejszym. Lamusów korzystających z dróg wraz z nim nie powinno w ogóle być, choć czasem nie przeszkadzali mu aż tak bardzo, zwłaszcza gdy wyprzedzał jakiegoś tatusia dosłownie na grubość lakieru, albo wciskając się na trzeciego zmuszał inne pojazdy do zjechania na pobocze. Kurwił wtedy z radości niemiłosiernie i pokazywał w myślach wszystkim środkowy palec. W ogóle weekendy były najlepsze. Spotykali się z kumplami wieczorem pod miejscowym supersamem dumnie zwanym supermarketem, gdzie pobudzali się napojami energetyzującymi. Jak zwykle zachowywali się za głośno zwracając na siebie uwagę postronnych osób. Przekleństwami sypali jak z rękawa, puentując każde zdanie kurwą jako kropką, przecinkiem, zastępując nią czy, lub, bądź i inne spójniki, ale również rzeczowniki i przymiotniki. Generalnie kurwa była wszechobecna. Wielokrotnie zdarzało się, że jakiś mocno zbulwersowany przechodzień zwrócił im uwagę, co było podsumowywane szybkim spierdalaj, lub w ryj chcesz?
W każdy weekend czuli się panami i czuli że żyją. A Dawid był panem panów. To on za zarobione w zeszłe wakacje pieniądze kupił sobie marzenie swojego życia. Matka plany miała inne. Za zarobione pieniądze chciała w końcu zrobić remont mieszkania, które od dobrych kilku lat wymagało gruntownych prac. Nieszczelne, drewniane okna planowała zastąpić plastikowymi, instalacja elektryczna również kwalifikowała się do całkowitej wymiany zwłaszcza po tym, kiedy to Dawid zamontował w swoim pokoju zestaw głośników 100 watowych, stroboskopy oraz komputer przeznaczony do grania, co pewnego sobotniego wieczoru spowodowało przeciążenie sieci i pożar w gniazdku. Szczęśliwie stało się to pod obecność mieszkańców i zapłon szybko ugaszono, natomiast od tego czasu mimo próśb matki i ostrzeżeń elektryka skierowanego ze spółdzielni, Dawid musiał radzić sobie z niedogodnościami przeciągając przedłużacz z przedpokoju i mimo próśb o błagań matki, że może to się kiedyś tragicznie skończyć, i że spłoną kiedyś w nocy przez jego nieodpowiedzialność nic nie robił sobie z powagi sytuacji. Również łazienka prosiła się z pilny remont zwłaszcza, że grzyb przy suficie osiągnął już niebagatelne rozmiary.
Dawid miał jednak zupełnie inne plany. – To będą moje pieniądze! – ripostował na argumenty matki. – To jak muszę jechać do tych pieprzonych Niemiec i poniżać przez dwa miesiące – nie dawał za wygraną, a na argumenty, że przez tyle lat nie przyniósł ani grosza, odpowiadał krótko – Mogę się wyprowadzić jak ci nie pasuje! Sam sobie dam radę!.
I tak kończyła się każda próba ustalenia hierarchii. Matka wycofywała się rakiem, jak przez całe życie, a Dawid w poczuciu triumfu wychodził trzaskając przy tym drzwiami.
Jak powiedział, tak zrobił, choć matka miała cień nadziei, że ruszy się w nim sumienie i zastanowi się zanim wyda lekką ręką zarobione pieniądze. Zastanowił się raz. Czarne czy granatowe? Już podczas sześciotygodniowego okresu pracy, pierwotnie miały być dwa miesiące, ale po prostu znudziło mu się ciągłe stanie i przygotowywanie wszelkiego rodzaju dań kuchni arabskiej, obchodził pobliskie auto-komissionen szukając swojego przeznaczenia. Tak mówił do poznanego w barze Ukraińca, który w przeciwieństwie do niego wiązał swoje losy z nową ojczyzną. – Idę szukać mojego przeznaczenia – podkreślał dumnie za każdym razem gdy wychodził z nielubianego baru kierując się na peryferie Ulm. Po dwóch tygodniach znał już każdego handlarza na ty, obejrzał blisko dwadzieścia pojazdów, a że potrafił mile zagadać, a jego trochę głupkowaty uśmiech budził sympatię udał mu się wcisnąć swój numer telefonu i w kolejnych tygodniach pojawiał się tam tylko na wezwanie, iż - ten na pewno ci się spodoba. Gwarantuję.
CDN.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz