Musiał się
przewietrzyć. Wstał więc, ubrał się i wyszedł na pustą w tej chwili ulicę.
Rozejrzał się i stwierdził, że podejdzie przy okazji do Żabki, aby kupić coś na
kolację. Wybrał paczkowany ser Gouda, żywiecką podsuszaną w plasterkach,
bochenek czegoś co miało przypominać chleb, a przy niewielkim nacisku reagowało
widocznymi wgnieceniami, które nie chciały wrócić do pierwotnego stanu oraz dwa
słoiki z klopsikami oraz gołąbkami na jutrzejszy obiad. Jakby zobaczyła go matka
to złapałaby się za głowę, po pierwsze, że marnotrawi pieniądze w najdroższym
sklepie w okolicy, gdzie praktycznie nikt o zdrowych zmysłach nie kupuje
niczego poza alkoholem, po drugie z powodu zjadania wysoce przetworzonych
produktów, które w końcu go zabiją, albo w najlepszym wypadku doprowadzą do
problemów zdrowotnych bądź jak u wujka Edka uaktywnią nowotwór, który szybko
wpędzi go do grobu. W takich chwilach cieszył się, że kontakt z rodzicielką ma
ograniczony do minimum. No właśnie to minimum miało wkrótce nastąpić gdyż
wielkimi krokami zbliżało się doroczne spotkanie rodzinne, o którym raczyła mu
przypomnieć w zeszły wtorek, jak zwykle pretensjonalnie, podnosząc mu przy tym
ciśnienie.
Po drodze do kasy
zabrał jeszcze dwa piwa, tak na zapas, i lawirując pomiędzy rozstawionymi w
przejściu koszami z przecenioną żywnością położył na ladzie zakupy.
-Zapłacę kartą – wyjmując z kieszeni plastikowy zastępnik pieniądza wyrzucił przy okazji z kieszeni na podłogę pomięty kawałek papieru. Podniósł go i rozwinął, aby sprawdzić, czy nie jest to czasem potwierdzenie zakupu, które w przypadku reklamowania jakiegoś towaru będzie mu niezbędne, ale kwota widniejąca na świstku papieru nie była tą jaką ostatnio wydał na jakąkolwiek z rzeczy. Powiódł wzrokiem ku górze rachunku i już wiedział. Zimny pot wystąpił mu na czoło.
-Zapłacę kartą – wyjmując z kieszeni plastikowy zastępnik pieniądza wyrzucił przy okazji z kieszeni na podłogę pomięty kawałek papieru. Podniósł go i rozwinął, aby sprawdzić, czy nie jest to czasem potwierdzenie zakupu, które w przypadku reklamowania jakiegoś towaru będzie mu niezbędne, ale kwota widniejąca na świstku papieru nie była tą jaką ostatnio wydał na jakąkolwiek z rzeczy. Powiódł wzrokiem ku górze rachunku i już wiedział. Zimny pot wystąpił mu na czoło.
- O kurwa. Para stojąca za nim przerwała rozmowę
odwracając się w jego kierunku. Ekspedientka podniosła oczy znad kasy
obrzucając go znudzonym wzrokiem, po czym wróciła do nabijania towarów. Adam
podniósł rękę w geście przeprosin. Na rachunku widniała niebagatelna kwota
tysiąca sześciuset osiemdziesięciu złotych wydana w dniu wczorajszym. Schował
go do kieszeni, dołożył kartę do terminalu, zebrał wszystkie zakupy, a na
pytanie młodej, podobnej do Fiony ze Shreka sprzedawczyni, czy nie potrzebuje
torebki, machnął rękę i skierował się szybkim krokiem do mieszkania. Lawirując
z zakupami w dłoni spróbował otworzyć drzwi. Niestety upuścił zakupione rzeczy
na korytarzu. Jedna z butelek upadla na wycieraczkę i potoczyła się w kierunku
drzwi sąsiadki. Zablokował ją odruchowo nogą, co odwróciło jego uwagę od
drugiej, która wolno zmierzała w kierunku schodów, zawisła nad pierwszym z nich
jakby zastanawiając się czy zrobić mu tą przykrość i pozbawić go połowy dzisiejszych
zapasów, a następnie spadła z wysokiego na prawie stopę stopnia, rozbijając się
w głośnym hukiem. Spienione piwo popłynęło w dół tworząc strumień przywodzący
na myśl rwącą rzekę z kolejnymi kaskadami wodospadów. Adam szybko otworzył
drzwi i zostawiwszy zakupy pod drzwiami wbiegł do łazienki po mopa. Napuścił do
wiadra wody i wyskoczył na korytarz, gdzie oparta o futrynę stała już sąsiadka
z naprzeciwka obserwująca z dezaprobatą jak Adam próbuje zatamować spadający na
kolejne stopnie płyn.
- Tylko żeby smród nie
został po tym… o – wskazała głową – trzeba to dobrze wytrzeć, bo później
śmierdzi jak na melinie – dodała kiwając z dezaprobatą głową.
Jakby tu wcześniej nie
śmierdziało, Adam zakpił w myślach, zerkając z dołu na wychylająca się przez
poręcz wścibską babę, której pożółkłe od tysięcy wypalonych papierosów palce
oplotły metalowe pręty, a przepity i zachrypnięty głos oraz pomarszczona twarz,
z której biły, bardziej żałością po straconym piwie niż złością, przekrwione i
podsiniałe oczy nadawała jej wyraz persony wyjętej jakby z przejścia
podziemnego na Dworcu Centralnym.
– Tak wiem – Adam z wymuszonym uśmiechem
spojrzał na nią, dalej zgarniając i wyciskając do wiadra posokę.
- No, bo tu porządni
ludzie mieszkają – dodała jakby nie wierząc w swoje słowa skierowała się do
własnego mieszkania zostawiając jednak niedomknięte drzwi, aby nie pozbawiać
się możliwości świdrowania wzrokiem. Po kilku minutach i kilkunastu
wyciśnięciach wrócił do mieszkania i zamknął drzwi wejściowe wpierw posyłając
szeroki uśmiech babsku, jak ją nazywał i chociaż chętnie odpysknął by jej i
kazał nie wtrącać się w nie swoje sprawy miał trochę oleju w głowie. Widział
bowiem niejednokrotnie wpadających, z tego co wywnioskował chyba do matki bo
zwracali się do niej z pewną dozą szacunku, dwóch około dwudziestoletnich,
łysych i napakowanych typów, z których ulanych twarzy biła zwierzęca dzikość, a
z którą nie miał zamiaru zadzierać. Musiał więc, mimo permanentnej niechęci do
sąsiadki uśmiechać się i grać miłego współmieszkańca, a na każdą jej agresję
reagować spokojem.
Odstawił sprzęt do
łazienki. Wodę wyleję później, pomyślał i od razu wyciągnął z kieszeni pomięty
rachunek. Rozprostował go i powiódł palcem po pozycjach. Większość stanowiły
piwa w ilości sześćdziesięciu dwóch sztuk. Odetchnął z ulgą. Pewnie zgarnął
jakiś leżący na kontuarze jak wychodził. Kilkanaście paczek chipsów i 12
butelek Pana Tadeusza zamykało listę. To nie mógł być jego. Próbował sobie
przypomnieć cokolwiek z wczorajszej nocy, ale pojawiały się tylko strzępy
obrazów, których sam nie był pewien, czy czasem nie są retrospekcją którejś z
wcześniejszych suto zakrapianych imprez. Aby rozwiać wątpliwości zalogował się
na stronę internetową swojego banku i już wiedział, że ta noc była chyba
najdroższą w jego jakże marnym i mógł to przyznać, uzależnieniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz