Dzień minął szybko i w
miarę spokojnie. Nawet pani Barbara, której wizyty obawiała się Anka, o dziwo
zachowywała się spokojnie. Widać było, że coś ją trapi i zaprząta głowę.
Próbowała dyskretnie zagaić, ale była aktorka nie przejawiała chęci i ochoty do
zwierzeń i dywagacji. Wszelkie pytania zbywała machnięciem ręki, a po pobraniu
wycisku pod koronkę szybko zapłaciła, wpisała się na kolejną wizytę za dwa
tygodnie w czwartek, wybrała numer i zamówiła taksówkę. Czekając na kierowcę
przeglądała pobieżnie jakiś periodyk, leżący na stoliku w poczekalni, zapewne błądziła
myślami gdzieś pośród swoich problemów. Anna widząc wycofanie klientki i
niechęć do rozmowy postanowiła nie przeszkadzać i zajęła się sprawdzaniem szafy
z lekami. Niezręczną ciszę, ku zadowoleniu Anki, przerwało wejście kolejnego
klienta, który przywitał się i po potwierdzeniu terminu wizyty udał się do
gabinetu. W międzyczasie pani Barbara wyszła mrucząc pod nosem „do widzenia”. W
gabinecie znów zapanowała cisza wypełniana jedynie odgłosami pracy lekarzy.
- Pani Elu. Ja już będę
jechała –powiedziała w kierunku recepcjonistki, która wprowadzała jakieś
informacje do systemu, po czym skierowała się do swojego biura, aby zabrać
torebkę. Przejrzała się w lustrze, przygładziła ubranie i stwierdziła, że wygląda
w porządku. Rozpuściła włosy, rozczesała i ponownie związała w kucyk. Zgarnęła
z biurka kluczyki do auta oraz segregator, wyłączyła monitor i wyszła zamykając drzwi na klamkę.
- Pani Aniu,
przypominam o jutrzejszym spotkaniu na jedenastą w Urzędzie Miasta – pani Ela
podniosła wzrok znad monitora.
– Pamiętam, pamiętam –
odpowiedziała i skinęła głową na do widzenia.
– Powodzenia –
dodała nie przerywając pracy.
- Oj przydałoby się –
stwierdziła Anka, ale te słowa nie dotarły już do recepcjonistki. Wsiadła do
stojącego przed budynkiem BMW , położyła torbę na siedzeniu pasażera i wyjęła
telefon. Włączyła kalendarz i sprawdziła plany na popołudnie. Na siedemnastą
miała zarezerwowaną wizytę w gabinecie kosmetycznym, a na dziewiętnastą spotkanie z trenerem personalnym, z którym
miała ustalić harmonogram na kolejny tydzień. Spojrzała na krwistoczerwone
paznokcie i stwierdziła, że rzeczywiście hybrydy wymagają niewielkiej korekty i
uzupełnienia. Czytała w zeszłym tygodniu o potencjalnym wpływie manicure
hybrydowego na powstawanie czerniaka podpaznokciowego, ale jakoś nie chciało
jej się w to wierzyć, zwłaszcza że od kiedy zaczęła stosować ten ultra
wytrzymały sposób malowania, przestała praktycznie przejmować się możliwością
powstania odprysków czy zbyt szybkiego starcia powłoki. Poprawiła czerwoną
szminką usta i schowała wszystko do torebki. Odpaliła samochód przyciskiem
start/stop i wyjechała na drogę. Przejeżdżający obok stary, zdezelowany
samochód wydał z siebie huk, a z rury wydechowej uniósł się obłok czarnego
dymu. Szybko przełączyła nawiew na wewnętrzny i skręciła w lewo w kierunku
ulicy Izy Zielińskiej. W tylnym lusterku zauważyła chmarę ptaków, które zerwały
się z pobliskich drzew wystraszone hukiem. Przejechała przez skrzyżowanie i
przypomniała sobie, że musi jeszcze kupić w drogerii jakiś prezent na urodziny
matki, które miały odbyć się w tą sobotę. Mimo, że lubiła te rodzinne spotkania
często kończyły się one sprzeczkami i niekończącymi się wypominaniami. Jakby
tego było mało Jacek nie cierpiał pojawiać się w mieszkaniu jej matki psiocząc
i narzekając na ciasnotę i ogólną biedę jaka tam panowała, czym prowokował do
kolejnych spięć i konfliktów. Nie pamiętała chyba żadnego spotkania, które
zakończyłoby się spokojnie i bez niepotrzebnych awantur także czasem wolałaby
iść sama, ale nie po to byli małżeństwem argumentowała, aby chodzić osobno
zwłaszcza, że ona też nigdy nie została w pełni zaakceptowana przez jego
rodzinę, słuchając czasem docinek jego starszego brata, zwłaszcza gdy wypił i
puszczały mu hamulce.